poniedziałek, 25 listopada 2024

Pierwsza sukienka z dużymi poprawkami

 Nati spodobała mi się od razu - krój jak dla mnie stworzony. Po zmierzeniu  go jednak okazało się że nie do końca dla mnie. musiałam trochę zwęzić żeby się dobrze w pasie trzymało. Policzyłam, zwęziłam - stracha miałam ale się udało. Przy tym wykroju nastąpiło kolejne olśnienie - zyg-zak nie nadaje się do zszywania dzianin tylko do obrębiania....

W końcu po paru poprawkach wszystko się udało ale... Jakieś trzy miesiące później patrząc na siebie w lustrze uświadomiłam sobie że zwięziłam sukienkę po szerokości ale o dopasowaniu kaptura to już zapomniałam. No nic i tak fajnie wygląda.



 Kolejnie uszytki to był zestaw Mega dla córy. Tym razem udał mi się wszyć kaptur tył naprzód... Cóż na szczęście mam męża modelarz który umie precyzyjnie operować skalpelem i spruć to co wściekła kobieta rzuca w kont pokoju....W tym wykroju postanowiłam trochę pokombinować i zamiast mankietów zrobiłam ściągacz, także w pasie.

Potem pozazdrościłam Nastce pięknego wzoru w kotki i postanowiłam zrobić sobie bluzę Anitę. Jak najszybciej, bez żadnych przeróbek, na spokojnie. Dopiero kiedy zaczęłam się irytować że kieszeń z Nati nie pasuje i muszę ją zmniejszyć uświadomiłam sobie że Anita to sukienka i to od początku było wszystko przeróbką... 

Przy tym uszytku odkryłam także czemu ciągle źle kroje rękawy. Otóż ja ich nie kroje źle. Po prostu istnieje coś takiego jak wdawanie rękawów..... 




Wymarzona, truuuudna bluza

Ta bluza o której wspomniałam w poprzednim poście....

Pierwszy raz robiłam kieszenie z listewką. Najpierw się pomyliłam i sama listewka była dwa razy za szeroka i jakoś dziwnie nie pasował ale przeczytał jeszcze raz opis i poprawiłam. 

Pierwszy raz wszywałam stójkę (taką prawdziwą), pierwszy raz wszywałam zamek w tak rozciągliwą dzianinę. Zamek najpierw wszyłam tak że suwadło było od środka. 

Ponadto nie wiem jakim cudem ale zamiast ściągacza kupiłam dresówkę i zorientowałam się dopiero podczas krojenia jak sklepy były pozamykane. 

Znowu miał problem z krzywo wykrojonymi rękawami ale odkryłam sposób z wiązaniem gumką dwóch pisaków dzięki czemu można precyzyjnie narysować zapas na szew.



Pzygody welurem

 Pierwszym wykrojem który kupiłam była bluza ze stójka ze strefy kroju i szycia ale to bardzo trudny dla początkującego wykrój wiec przeleżał rok zanim odważyłam się cokolwiek z niego zrobić.

Pierwsza natomiast powstał tunika Hermiona. Powstał dlatego że na jednej z grup na FB z materiałami do kupienia zachwycił mnie piękny welur w kotki. Oczywiście wiedziałam że to trudny materiał i już na etapie krojenia zaczęłam panikować. Co ja robię, po co kupiłam - na pewno zepsuje.Jednak wykroiłam i zabrałam się za szycie no i tu okazało się że mam prawdziwy problem - maszyna przepuszcza szwy. Zaczęłam sprawdzać inne materiały i odkryłam dość zaskakującą sprawę. Mianowicie okazuje się że moja Jnome igłą do jersay szyje tylko dresówkę. Nawet jersay nie pójdzie. No to szybkie telefoniczne przeszukiwanie okolicznych pasmanterii - sprzedawcy zdziwieni że tak wybrzydzam i koniecznie chcę igły super stretch a nie Jersay (mam wrażenie że nie wszyscy mi uwierzyli że moja maszyna nie lubi tych igieł) ale w końcu udało się znaleźć. Zeszyłam, założyłam - super chociaż namęczyłam się strasznie i naprułam przy wszywaniu rękawów. Nie naciąganie materiału okazało się być trudniejsze niż sądziłam. Poza tym trochę nierówno wykroiłam i cóż postanowiłam zainwestować w lepszy pisak do tkanin.



Od czego się zaczeło

 W sumie to od dziecka szyłam pluszaki a potem posłania dla fretek. Wtedy miałam pierwszą z przygód. 

Rozstawiłam maszynę mojej mamy - stary łucznik, spięłam szpilkami wykrojony wcześniej hamaczek w czym wybitnie starał się mi pomóc moja fretka. Jakoś udało mi się nie przypiąć do tego hamaka ani jej ani mnie. Zadowolona wkładam materiał pod maszynę i lecimy. Moja równie zadowolona Kawa postanowiła że na tym etapie też będzie pomagać. W tym celu skoczyła mi na nogi i zaczęła się wspinać do góry. Zaskoczona wetknęłam palec gdzie nie trzeba i cóż - wyciąganie igły głęboko wbitej w palec nie było najprzyjemniejszym momentem mojego życia...

To był pierwszy i ostatni raz jak szyłam w obecności fretek...